Drodzy czytelnicy, tworząc niniejszego bloga chcemy być blisko rzeczywistości a daleko od fikcji. Stąd też osoby piszące, to ludzie na co dzień zajmujący się wystąpieniami publicznymi, praktycy: Tomasz Kryński - Bayer Polska; Robert Hirt - Menedżer; Marcin Korowaj - Radny Dzielnicy Białołęka m. st. Warszawy; Anna Dąbrowska - Grupa Onet.pl; Piotr Chromiński - TZMO; Jolanta Hanc - Grupa Onet.pl; Magdalena Stankiewicz - MundiPharma Polska; Przemysław Kopyto - UCB Pharma; Dr Włodzimierz Tasak - WBST; Rafał Waśniewski - Marketing manager; Katarzyna Halicka - Wirtualna Polska; Marek Ignyś - Bayer Polska; Bogumiła Jankowska - BZ WBK; Monika Hycnar - Ekspert HR; Dr Joanna Kantor-Martynuska - SWPS, Justyna Lubach; Adam Rogala - TVN; Artur Kalicki - TVP; Anna Rajtar-Klepuszewska - Netia.

Jesteśmy przekonani, że teksty będą dla Was interesujące i inspirujące. Czytajcie, komentujcie i przesyłajcie dalej!
Marek Stączek, Radek Głowacki, EdisonTeam.pl
___________________________________________________________________________________________________________________________________

30.12.2011

Archiwum mówcy

U jednego z popularniejszych amerykańskich mówców, J. Maxwella znalazłem potwierdzenie swoich intuicji, a rzecz dotyczy budowania prywatnego, podręcznego archiwum. Małej biblioteki, która pomoże nam w przygotowaniu wystąpienia. Posłuchajcie: „W 1964 roku zacząłem wdrażać się do lektury z nastawieniem na wyłapywanie cytatów, pomysłów oraz przykładów (…) gdy znajdywałem coś interesującego wycinałem i archiwizowałem (…) trzymam się tego 40 lat. Czy to zajęcie przyjemne? Nie za bardzo. Czasami dość nudne. A czy przydatne? Z całą pewnością. Świadczy o tym zgromadzonych w moim gabinecie 2 tysiące teczek (…) jest to moja metoda przygotowania na sukces.” Błyskotliwa, oryginalna i mądra prezentacja jest owocem pomysłu, a ten wyrasta na gruncie  dobrego i różnorodnego materiału. Owoc nie rodzi się w próżni, ale w dogodnym klimacie, na odpowiedniej glebie.
Kiedyś R. Kapuściński powiedział: „na 1 stron mojego tekstu przpada 100 stron przeczytanych lektur”. Reguła „1:100” i systematycznie budowane archiwum, obie te zasady związane są z lekturą, bo bez czytania nie ma intrygującego gadania.
Marek Stączek, 30 grudnia 2011r.

19.12.2011

Exposé. Historia 4 mów otwierających i 4 lekcje z nich płynące

Przy okazji zaprzysiężenia nowego rządu z exposé wystąpił premier D. Tusk. Korzystając z okazji pobierzmy lekcję historii dotyczącej wygłaszania inauguracyjnych mówi i wyciągnijmy cztery wnioski. Po pierwsze. Może nam się zdarzyć „wpadka”, która - per saldo - wyjdzie nam na dobre. T. Mazowiecki zasłabł podczas swojego exposé, ale potem dowcipnie to skomentował mówiąc: że: „Bardzo przepraszam Wysoką Izbę, to jest rezultat tygodni zbyt intensywnej pracy. Doszedłem do takiego stanu jak polska gospodarka, ale wyszedłem z niego. Mam nadzieję, że gospodarka też wyjdzie.” Pierwszy Premier wyszedł obronną ręką i ten fakt został zapamiętany z jego wystąpienia. Po drugie, jak mówi stara retoryczna zasada: „Nieprzygotowanie do wystąpienia, to przygotowanie na klęskę”. Premier Suchocka, czytała treść swojego exposé, które dostała tuż przed wejściem na mównicę. Jej ghostwriter – J.M. Rokita wręczył je dość późno. Efekt: słabość w przekazie, małoprzekonujące przesłanie. Po trzecie, da się mówić z głowy, ale jeżeli jest to dłużysz fragment wypowiedzi, to można się potknąć i… to właśnie zostanie nam zapamiętane! Premier J. Kaczyńki – jako jedyny – całe swoje  exposé powiedział z głowy, ale w pamięci zbiorowej przetrwało tylko: „Nikt  nam nie powie, że białe jest białe, a czarne jest czarne.” Cóż, życie bywa brutalne. Po czwarte, oryginalność w prezentacji będzie nagrodzona, a kopiowania zostanie srodze ukarane. Inauguracyjne mowa premiera K. Marcinkiewicza (w dużej części) opierał się na sprytnej regule  „kopiuj – wklej” z exposé M. Belki.  Ściąganie bywa napiętnowane nie tylko w szkole!
Marek Stączek 19 grudnia 2011r.

13.12.2011

Minimum słów maksimum treści, czyli o sile rekwizytu raz jeszcze

Grace Hopper, amerykańska pionierka informatyki, znakomita programistka, prowadząc szkolenie dla początkujących informatyków w sposób czytelny i jasny miała wyjaśnić pojęcie nanosekundy*. Po wielu żmudnych poszukiwaniach Grace wpadła na pomysł aby zmienić perspektywę ujęcia tego pojęcia - przedstawić go jako problem nie czasowy lecz … przestrzenny. Stojąc przed słuchaczami pokazała kawałek sznurka i powiedziała: "W ciągu nanosekundy światło pokonuje odcinek drogi równy 30-stu centymetrom. Oto więc, drodzy Państwo, nanosekunda." Ponownie - minimum słów maksimum treści.
Jeśli zatem szukasz interesującej ilustracji do swojej prezentacji, jeśli chcesz aby została ona w pamięci słuchaczy, chcesz wyróżnić się na tle innych prelegentów posłużysz się gadżetem. Z jednym tylko zastrzeżeniem -  rekwizyt musi być adekwatny do treści wystąpienia! Nic gorszego niż  rekwizyt nie spełniający funkcji ilustracyjnej, odwracający uwagę słuchaczy od treści i budzący niepotrzebne skojarzenia (jak świński ryj, czy sztuczny penis).

* Nanosekunda - podstawowa jednostka czasu, równa jednej miliardowej sekundy. Charakteryzuje ona pracę wewnętrznego zegara superkomputerów i służy do odmierzania czas dostępu do danych znajdujących się w pamięci RAM.
Radek Głowacki, 13 grudnia 2011r.

30.11.2011

Siła rekwizytu

Dwa wydziały pewnego uniwersytetu (chemii i fizyki) postanowiły zachęcić uczniów lokalnych szkół do podjęcia studiów na swojej uczelni. Każdy z nich miał możliwość zaprezentowania swojej oferty. Fizyk, rozpoczął od opowiedzenia historii życia dwóch wielkich fizyków. Po nim, na mównicę wszedł chemik. Wyjął zapałkę i ją zapalił. Następnie zdmuchnął płomień i wypuścił zapałkę, która spadła na podłogę. Potem powiedział:  "To co Państwo zobaczyli jako pierwsze to reakcja chemiczna, czyli chemia.Drugie to spadanie ciała, czyli fizyka. Przyznacie Państwo, na pierwszy rzut oka, że chemia jest dużo, dużo ciekawsza." Oto siła gadżetu zastosowanego podczas prezentacji. Dobrze dobrany: a. rozbudza zainteresowanie i przyciąga uwagę, b. obrazuje treść i czyni ją zrozumiałą. Jednym słowem: maksimum treści przy minimum słów. Inne przykłady zastosowania rekwizytu na http://www.prezentacjapubliczna.pl/ksiazka

Zagadka: Podczas swojej prezentacji musisz wyjaśnić czym jest nanosekunda, czyli podstawowa jednostka czasu. wartość równa jednej miliardowej sekundy. Co zrobić aby Twoi słuchacze zrozumieli, że ta jednostka czasowa oznacza wyjątkowo krótki interwał?
Radek Głowacki, 30 listopada 2011r.

18.11.2011

Skuteczność mówcy – pathos, czyli wiarygodność

Więcej: www.prezentacjapubliczna.pl
Od czasu, do czasu dostaję komentarze i e-maile od osób, które przeczytały książkę: „Prezentacja Publiczna. Mów komunikatywnie, oryginalnie i przekonująco”. Niektóre z nich wnoszą nowe spojrzenie i ciekawe sugestie. Zamieszczam list od pana Zdzisława Miary. Moim zdaniem refleksja wysokiej próby: 'Przygotowując się do szkolenia z przemawiania czytam Twoją książkę i zastanawiam się nad poruszaną przez ciebie sprawą pathos czy empatheia. Wydaje mi się że empatia po stronie mówcy to za mało (choć o niebo więcej, niż robi przeciętny mówca), że jednak chodzi o właściwe poruszenie emocji słuchacza. Oto moja własna definicja pathos: „Pathos to właściwe poruszenie emocji słuchacza przez okazanie mu troski”. Wyrażenie jej przez autentyczne emocje mówcy. Wyrażenie jej przez głębokie zrozumienie słuchacza. Wyrażenie jej przez właściwe użycie technik retorycznych (głównie humoru i narracji) . Piramida wewnętrznego myślenia i odczuwania słuchacza wtedy wygląda tak: ethos– „wiem, że jest wiarygodny”, pathos – „czuję, że mu na mnie zależy”, logos – „przekonały mnie jego argumenty”, więc: „zrobię to, do czego mnie wzywał”. Ja bym mierzył przekonywalność działaniem a nie tylko przyjęciem argumentów.'
Marek Stączek, 18 listopada 2011r.

10.11.2011

Leszek Miller i technika twórczej komunikacji – „gra słów”

Na politycznej scenie, po dotkliwej przegranej SLD, pojawił się Leszek Miller.
Z naszej perspektywy (chodzi o prezentacje) warto zwrócić uwagę na tę postać, bo jako jedna z niewielu, w swoich wypowiedziach stosuje przemyślaną grę słów. Ostatnio (28.10.2011) powiedział: „Od mówienia, jak ma być, nie staje się jeszcze, jak być ma”, a całkiem niedawno słyszeliśmy: „Kaczyński raz jest antyrosyjski, raz antyniemiecki, w ogóle jest…  taki antykoncepcyjny!”. To komentarz dotyczący wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego o Angeli Merkel. Znaczenie wcześniej, omawiając zachowanie posła Ziobry powiedział: „Mój problem polega na tym, że ja uważam pana posła Ziobro za zdolnego człowieka... tylko niestety zdolnego do wszystkiego”. A w czasie pierwszych wolnych wyborów z 1989 roku mawiał: „Orzeł, czy reszka – głosujcie na Leszka”.
Przypomnijmy. Gra słów, to zestawienie dwóch wyrazów podobnych/różnych brzmieniowo czy semantycznie, którego celem jest podkreślenie ważnej dla mówcy myśli. Posługują się przykładem mistrza Jerzego Leca, zobrazujmy tę definicję, podobieństwo brzmieniowe: „nic z intencji gdy brak potencji”, i semantyczne: „cóż po skrzydłach,  jeżeli ptasi móżdżek”.
Marek Stączek, 10 listopada 2011r.

2.11.2011

1 sposób i 1 rada. O inteligencji mówcy cz. 2

U Ryszarda Kapuścińskiego znalazłem metodę budowania ciekawego przekazu. Mistrz reportażu powtarza pewien zabieg: rzeczownik dookreślony przez trzy przymiotniki. Czyli – tu zróbmy ćwiczenie – można powiedzieć: „potem zabrał głos dobry mówca”,  ale można to wyrazić mówiąc:  „potem zabrał głos przekonujący, błyskotliwy i intrygujący mówca” lub „to jest dobra usługa” - „ta usługa jest konkretna, elastyczna i efektywna”. Dla osób, które śledzą publiczne wystąpienia nie będzie odkryciem, gdy powiem, że od dwóch lat ów zabieg wykorzystuje premier Donald Tusk.

Ktoś mógłby powiedzieć, że to coś małego… a i owszem, ale - pomnąc na słowa mistrza greckiej retoryki Demostenesa - powiedzmy: „małe szanse są początkiem wielkich sukcesów”. Proponuję aby przez następny tydzień przećwiczyć to: rozwijać słownictwo, wyrabiać nawyk i czynić się lepszym w mówieniu. 
Marek Stączek, 2 listopada 2011r.

25.10.2011

1 sposób i 1 rada. O inteligencji mówcy cz. 1

Jeżeli rację ma prof. Bogdan Wojciszke, to o stanie czyjeś inteligencji domniemamy na podstawie sposobu w jaki się ona wypowiadania. Można by rzec, że w świecie społecznym, twój i mój komunikat to papierek lakmusowy po jaki sięga rozmówca. Nasz słuchacz ocenia czy ma do czynienia z: wybitnie, bardzo, średnio, nisko czy mało inteligentnym mówcą. A owa ocena, to nie takie tam akademickie gadanie, ale wstęp do całego – by tak rzec - ciągu. Całej akcji jaka wydarzy się w głowie odbiorcy. Akcji pod tytułem: „posłucham, czy nie posłucham tego co mówi”, „wezmę, czy nie wezmę pod uwagę jego punkt widzenia”. Słowem, rzecz istotna dla tych, co chcą być sprawni i skuteczni na forum, a nie istotna dla tych, co publicznie bełkoczą.  Tym drugim zawsze jest wszystko jedno.

P.S. W tytule napisałem: „1 sposób i 1 rada”. Mamy już sposób – wiemy, jak ktoś buduje ocenę nt. „z kim mam do czynienia?”, wiemy jak wnioskuje o owej niewidzialnej i pożądanej cesze jaką jest inteligencja. A rada? O tym, jak pracować nad wypowiedzą za tydzień.
Marek Stączek, 25 października 2011r.

18.10.2011

„Twój drugi śmiertelny wróg – przewidywalność”- cz. 2. Prezentacja przedstawiciela Towarzystwa Ubezpieczeniowego

 „Jeżeli mówi do mnie człowiek mądry, nie wiem jak zakończy. Gdy mówi głupi – wiem na pewno!”
A. Słonimski
Na forum stanął przedstawiciel towarzystwa ubezpieczeniowego i rozpoczął prezentację dla grupy 50 potencjalnych klientów: „Dwa lata temu byłem na spotkaniu swojego rocznika. Jeden z uczestników - mój serdeczny przyjaciel z roku - prowadzi firmę eventową i zaproponował nam, przejazd rowerami po górzystym terenie. Wyprawa miała trwać 2 godziny i - jak zapewniał - będzie wiele atrakcji min. zjazdy krętą, leśną ścieżką z wysokiej góry, przejazd po kamienistym terenie itp. Potem rozdał rowerowe kaski i cała grupa wyposażyła swoje głowy w instrument ochronny oprócz… mnie. Ja jedynie powiedziałem: „Radzę sobie, nie potrzebuję kasku. Zawsze jeżdżę bez i nigdy mi się nic nie stało!”. Wyruszyliśmy i w połowie trasy …”.  No właśnie, cała historia - od momentu rozpoczęcia - ciążyła ku tej śmiertelnie przewidywalnej puencie. Miała wysoce oczywisty finał, bo: mówi do nas ktoś od ubezpieczeń. Ale można był inaczej: „Wyruszyliśmy i jak się Państwo domyślacie, podczas tej podroży miałem … No nie, właśnie nic się nie miałem! Wróciłem cały i zdrów. Ba, z satysfakcją odnotowałem, że nie miałem tego hełmu na głowie. Nic mi się nie stało! Tak właśnie myślałem i tak myśli większość ludzi oprócz jednej bardzo wąskiej grup. Tych, którym coś się już przytrafiło. Ale dla nich jest już za późno! Badania wykazują że 93 % ludzi nie myśli o …” itd., itd. 
Musimy pamiętać: rola predestynuje rodzaj przekazu. Funkcja, wyznacza ostateczny cel wypowiedzi. Ksiądz mówi „przeciw złu”, menedżer „za zaangażowaniem w pracę”, ekolog „w obronie natury”. etc.  Oczywiście, wszyscy w/w muszą do tego celu zmierzać, ale droga dojścia - na ów szczyt – nie musi być oczywista (sic!). To tu i jedynie tu kryje się potencjalna szansa na oryginalność. Sposób dojścia do znanego celu to ….
Ps. Przewidywalność: dziecko nieświeżej sztampy i suchego schematu. Przewidywalność: antypody oryginalności w prezentacji i frapującego wystawienia. Przewidywalność: wróg nr 2 twojej wypowiedzi!
Marek Stączek, 18 października 2011r.

10.10.2011

Druga przyczyna słabości prezentacji, lub: „Twój drugi śmiertelny wróg – przewidywalność”

W dzień świeci słońce, a w nocy ….. Ten się nie myli, kto …. Kto pod kim dołki kopie …. Podczas wypowiadania tych zdań - w momencie pojawia się pierwszych dwóch, trzech słów  - nasz słuchacz, rozmówca wie jaki będzie ciąg dalszy, czyli owe wypowiedzi są  całkowicie  p r z e w i d y w a l n e.  Słowem, wiadomo co stoi za rogiem. Wiadomo, kto za chwilę pojawi się na scenie. Wiadomo do jakiej puenty zmierza mówca. Wiadomo, który argument pojawi się za moment. Wiadoma, wiadomo, wiadomo… ergo - można się zdrzemnąć i nic nie stracimy, ergo - można zająć się czymś innym. I wreszcie… ergo – można stanąć obok mówcy i proroczo powiedzieć: „a za chwilę powiesz nam …”. Czy jest na to rada? Posłuchajcie. O dobrym scenariuszu filmowym mówi się wtedy gdy  zawiera „suspens”. Zabieg, który ma na celu wstrzymanie biegu akcji. Manewr, który zwiększa napięcie, zaskakuje widza, czyli to nasze popularne powiedzenie „niespodziewany zwrot akcji”. A w naszej firmie mówimy o efekcie „pisku trampek”, który oddaje ideę szybkiej, nieoczekiwanej zmiany kierunku biegu. Czyli, co należy zrobić podczas przygotowania prezentacji? Opracować suspens.
Czytając to, ktoś może mi zarzucić oderwanie do realiów, bo przecież np. menedżer, który mówi do swoich ludzi zawsze ma klika celów (postawienie wyznania, przypomnienie o zasadach, wyznaczenie nowych zadań), menedżer do spraw produktu także (mówi o jakości danego rozwiązania), a handlowiec przekonuje o wartości swojego produktu, jakości usługi. Więc, z definicji z ich roli wypływa przesłanie, wyrasta puenta, rodzi się kierunek argumentacji. Ale, ale… owszem, cel jest znany, jednak drogę, którą mogą poprowadzić swojego słuchacza niekoniecznie. Właśnie sposób dojścia o znanej puenty jest szansą na zaskakującą i nietuzinkową wypowiedź. Jak to osiągnąć? Cóż, zapraszam na szkolenie pt. „Kreatywna Komunikacja”.
Ps. 1.  A tytuł proszę Pana, dlaczego druga przyczyna? Znowu ta przewidywalność, była druga musi być pierwsza, a może będę kolejne …
Ps. 2. Za tydzień przykład przewidywalnej prezentacji menedżera produktów ubezpieczeniowych.
Marek Stączek, 10 października 2011r.

4.10.2011

Abraham Lincoln, czyli o mówcy i poczuciu humoru, lub: recepta na mistrzostwo

Według amerykańskich historyków Abraham Lincoln był najbardziej dowcipnym prezydentem. Niektórzy nazywali go „kawalarzem z Białego Domu”. Lincoln ze swojego poczucia humoru uczynił oręż w walce politycznej, a opowiadając śmieszne historie nie tylko rozbawiał, ale przede wszystkim podkreślał kluczowe myśli. Warto powiedzieć, że robił to przez całe życie zawodowe, jako - prawnik, kongresmen i prezydent. Wydał kilka książek z anegdotami, które cieszyły się ogromną popularnością wśród Amerykanów.
Za ilustrację nich posłuży taki oto przykład. W czasie wojny domowej miał zwyczaj odwiedzać rannych żołnierzy. Podczas jednej z takich wizyty –  zapytał pewnego żołnierza: „czy bardzo jest Pan ranny?”, zapytany żołnierz odparł: „straciłem jedną nogę, ale byłbym  gotów stracić drugą, jeżeli tylko mógłbym usłyszeć więcej anegdot Abrahama Lincolna”.
Jak Lincoln doszedł do mistrzostwa w tej dziedzinie? Kiedyś wyznał: „opowiadania historyjek nauczyłem się w czasie, gdy byłem prawnikiem. Podróżowałem po małych miasteczkach i wymieniałem się anegdotami z innymi prawnikami i klientami”. Mamy więc drogę do mistrzostwa. Rozmowa, słuchanie, notowanie, stosowanie. Proste i trudne zarazem. Wielu, ba… bardzo wielu z tej drogi rezygnuje!

Ps.1. Dla nieprzekonanych, to zaznaczy tych, którzy uważają, że poczucie humoru, to zachowanie, które nie licuje czy umniejsza wizerunkowi mówcy polecam słowa 44 prezydenta, Baraka Obamy: „Humor nie jest frywolny. Jest po porostu innym rodzajem mądrości”.
Ps. 2  Wyobraźmy sobie, jak bardzo zmieniłby się nasz pejzaż mów publicznych, gdyby pojawiało się kliku dobrych mówców z poczuciem humoru! Można by powiedzieć, efekt byłby porównywalny z tym, jaki miał miejsce w ZSRR, gdzie po wielu siermiężnych mówcach na scenę wszedł uśmiechnięty Michaił Gorbaczow.
Marek Stączek, 4 października 2011r.

27.09.2011

2 rodzaje wystąpień, czyli rubaszno-metaforyczna wypowiedź prezydenta Jonsona

36-ty prezydent Stanów Zjednoczony, Lyndon B. Jonson znany był z dosadnego i frywolnego języka. Kiedyś, ów rodowity kowboj z Teksasu w swojej wypowiedzi dokonał podziału wystąpień publicznych na dwa rodzaje: „Jedne nich, podobne są do ubrań starszej pani. Obejmują wszystko i nie dotykają niczego istotnego. Drugie zaś, podobne są do stroju bikini. Obejmują tylko istotne punkty!”
Sam sobie, często przypominam o wartości syntetycznego mówienia. Takie mówienie ma swoją wartość, ale… i swoją cenę. Jest wartość dla słuchacza (przyjemność słuchania, walor intelektualny, czynnik motywacyjny, etc.)  i jest cena dla mówcy. Ową cenę opisuje przy pomocy wzoru: L=W+T. Gdzie: Lapidarność = W (Wysiłek włożony w opracowanie treści wystąpienia) + T (czas poświęcony na przygotowanie). Cel? Szycie na miarę stroju bikini. Czego i wszystkim życzę!
Marek Stączek, 27 września 2011r.

22.09.2011

Attention, attention

Uwaga mówcy! Uwaga prezenterzy! Rzecz będzie o sprawie – by tak rzecz – kluczowej. W stu słowach zabieram się do tego, by napisać o drodze do skuteczności w przekonywaniu. Otwartych drzwiach dla możliwości oddziaływania podczas prezentacji. 
Ba, z pewną przesadą  powiem, że rozprawiać będę o dostępie do ośrodka decyzji słuchacza, sposobie na trwałe wejście w pamięć odbiorcy. Otóż ów dostęp, owe drzwi, owo otwarte okno to … „uwaga”. Właściwość umysłu, która decyduje o selektywności w odbiorze bodźców. Funkcja, którą cechuje przerzutność, selektywność, niestałość. Jej to właśnie poświęcanych jest coraz więcej badań psychologicznych.
Oczywiście moja teza pod tytułem „uwaga jest kluczowa” jest do przyjęcia tylko dla tych, którzy sukces w prezentacji mierzą rodzajem i głębokością wpływu na słuchacza, a nie ślicznością prezentowanych slajdów. Tych, którzy kierują się założeniem, że jedynym i ostatecznym sędzią ich retorycznych poczynań jest słuchacz. Tylko słuchacz i nikt inny. Bo moi mili, tylko w takim – tu neologizm – „słuchaczocentryczym” ujęciu, zdolność do wzbudzenia, utrzymania i angażowania uwagi jest umiejętnością podstawową. Gdzie mówcą kieruje imperatyw „utrzymania uwagi”. A z kolei, ów imperatyw przekłada się na praktyczne: 1. „rozpocznij tak, by uzyskać uwagę publiki”, 2. „mów tak, by utrzymać skupienie słuchaczy”, 3. „zakończ tak, by zaangażować ich do działania”. Słowem rób wszystko by wywołać skupienie na, zaangażowanie w, koncentracje na.
Marek Stączek, 22 września 2011 roku

Ps. 1. Przekroczyłem 100 słów, ale to nieważne, bo najważniejsze jest …
Ps. 2. Z badań nad uwagą wiemy, że „uwaga wzrokowa” wzbudzana jest automatycznie – tzn. pojawia się określony bodziec i ona do niego lgnie. Zaś „uwaga słuchowa”, tę trzeba aktywnie pobudzać. Na przykład, pracuję przy biurku a w tle gra radio. Mogę je ignorować, ale mogę powiedzieć sobie – „zwróć uwagę, co mówią” i dopiero wtedy przesuwam moją uwagę na odbiór. Jeżeli tak jest, to mówca, który pracuje logosem – musi uczyć się wzbudzać uwagę.

18.09.2011

Siła przygotowania

Tym razem wystąpienie byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego podczas konwencji wyborczej SLD (Warszawa 10.09.2011). Zaznaczyć chciałbym, że pod lupę biorę warsztat mówiącego, jakość przygotowanej prezentacji i formę, unikając wikłania się w ocenę treści i określania preferencji wyborczych.
Podobno nie warto zapraszać byłych prezydentów - zauważył pod koniec przemowy były prezydent - ponieważ chcą powiedzieć to wszystko, czego nie zdążyli podczas prezydentury. Słuchając prezentacji odniosłem wrażenie, że efektu znużenia udało się uniknąć m.in. dzięki temu, że: plan prezentacji oparty był na schemacie chronologicznym:  czego dokonaliśmy (NATO; Unia Europejska czyli przeszłość)- rola lewicy dzisiaj (teraźniejszość) – zadania na najbliższą przyszłość (więcej Europy a nie mniej czyli przyszłosć); dokonania ugrupowania przedstawione zostały w sposób dynamiczny (nie było wrażenia wyliczanki), z mocnym podkreśleniem osób, dzięki którym zostały one osiągnięte(wymienianych z imienia i nazwiska); wykorzystano techniki  retoryczne: pytania retoryczne (zapyta ktoś:  Jaki mandat ma lewica? Odpowiadam…), powtórzenia (młodzi ludzie z doświadczeniem, młodzi ludzie z wyobraźnią, młodzi ludzie mówiący o jutrze – czyli o swojej przyszłości); widać było dużą swobodę mówiącego, pewność siebie a także  dystans do samego siebie; całość okraszona była humorem np.: zwracając się do Napieralskiego  „… młodzi mają swoją mądrość. Ich mądrość polega na tym, że słuchają starszych, ale czy to wcielająw życie to już inna sprawa. Ja też byłem młody, wiem jak to jest”.
Warto więc pamietać o starej dobrej zasadzie retorycznej polecanej przez ks. S. Konarskiego: „Czego przede wszystkim wymaga się od dobrej mowy? Roztropnego i rzetelnego przemyślenia tego, o czym będzie mowa
Radek Głowacki, 17 września 2011 roku

1.09.2011

Wyborcze wystąpienie prezesa Kaczyńskiego

Kolejne wyborcze wystąpienie (27.08.2011, Wrocław). Tym razem na mównicy prezes Jarosław Kaczyński. Można by wiele, ja skoncentruje się, moim zdaniem, na rzeczy podstawowej, na dysonansie w prezentacji. Dysonans będzie słowem kluczem do krótkiej analizy. Co mam na myśli koncentrując uwagę na dysonansie? Otóż, z jednej strony treść wystąpienia była dobrze skrojona. Widać było pomysł. Mówca zastosował wiele technik retorycznych: 1. Po pierwsze cytat. Kaczyński przytoczył wypowiedź P. Druckera: „nie ma biednych krajów są tylko źle zarządzane” (choć, nie podał autora). W wersji łagodnej nawiązał do I have a dream Luthera Kinga, mówiąc: Polacy mają marzenia, które politycy rządu PO-PSL ignorują. Marzenie o Polsce prawdy, gdzie można krytykować rząd. Marzenie o Polsce silnej i godnej, a nie klęczącej przed silniejszymi. (...) Marzenia Polaków mogą się spełnić, muszą się spełnić”. 2. Następnie zastosowywał powtórzenie: "Polacy zasługują na więcej: więcej sprawiedliwości, więcej prawdy, więcej uczciwości, więcej bezpieczeństwa więcej gospodarności!”. 3. Wreszcie, dobrze zagrał kontrastem mówiąc: Zamiast prawdziwego zbliżenia z Zachodem mamy podporządkowywanie Polski Rosji Putina. Zamiast starań o nadrobienie cywilizacyjnych zapóźnień mamy propagandę sukcesu”. 4. Wykorzystał grę słów: „Państwo nie zdało egzaminu, rząd nie zdał egzaminu, ale Polacy swój egzamin zdali!”. Słowem, w treści wystąpienia wiele wartkiej akcji. Dużo ciekawego pomysłu, jednak… wykonanie kiepskie. Ba, powiem więcej, dosadniej - trąciło konwencją PRL-u: kończenie zdania pauzą, po której sala bije brawo, monotonia i jednorodność w przekazie, brak dynamiki u mówiącego. To wszystko powodowało dysonans z pomysłami zawartymi w treści prezentacji. Gdyby treść tego przemówienia dać komuś innemu… daję słowo - zaiskrzyło by! Jak widać, często w retoryce ważniejsze jest „KTO mówi”, od tego „CO mówi”. Marek Stączek, 01 września 2011r.
Marek Stączek, 01 września 2011r.

25.08.2011

Efekt gwarantowany

Każdy tego pragnie, szuka, w każdym ta potrzeba. Potrzeba bycia docenionym. Jednak czy nie jest tak, że słysząc miłe słowo zastanawiamy się - czego może chcieć ta osoba? Lub sami chcąc powiedzieć komplement ocieramy się o banał typu: dobrze pracujesz lub ładnie wyglądasz? Jak zatem dowartościować naszego rozmówcę/słuchacza? Dwa przykłady. Pierwszy to wypowiedź byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych G. W. Busha z 2007 roku podczas pobytu w Polsce: „Kościuszko, którego pomnik stoi naprzeciwko Białego Domu, ukuł hasło: ‘Za wolność waszą i naszą’, a więc nie tylko za własną, ale za wolność innych. Polska jest zwolennikiem wolności i wspiera wolność również innych krajów.” Drugi to wypowiedź premiera Donalda Tuska z przemówienia inaugurującego polską prezydencję w UE: „(…) Więc dla mnie Grecja to ciągle o wiele bardziej Perykles, niż dzisiejsze demonstracje z powodu cięć finansowych.”
Dwie cechy wspólne przytoczonych wypowiedzi – użycie konkretu oraz unikanie abstrakcji. Warto zadać sobie pytanie - za co chciałbym podziękować?, jaką zaletę chciałbym podkreślić u swojego rozmówcy/słuchacza? Następnie przytoczyć przykład i... efekt gwarantowany.
P.S. Zadanie: Co autor miał na myśli wypowiadając takie zdanie: W Chicago jest wiele ulic nazywanych polskimi nazwiskami. Niestety nie wiem, którzy z nich to bohaterowie a którzy to np.: … pedofile.”
Radek Głowacki, 25 sierpnia 2011r.

19.08.2011

Żegnajcie wakacje, witaj szkoło!

Obraz pierwszy:
Początek roku szkolnego. Reprezentacyjna aula wypełniona drugoklasistami. Na scenie, obok godła i flagi państwowej, zdanie – BYŁ TAKI WRZESIEŃ. Na scenę wchodzi Pani wicedyrektor, wita się z dziećmi, przedstawia długą listę gości - każdy nagradzany brawami. Następnie, zwracając się do uczniów mówi o potrzebie nastawienia się na pracę. Odczytuje list od Rzecznika Praw Ucznia a w nim m.in. o wydarzeniach w Biesłanie, trudach młodych uczniów z września 39 roku. Przewodniczący Rady Rodziców nie zmienia tonu - zachęca uczniów do trudu i bo to będzie procentować w przyszłości.
Obraz drugi:
Początek roku szkolnego w nowo otwartej szkole. Na sali gimnastycznej dzieci z klas I-IV. Za oknem pada deszcz. Wychodzi Pani dyrektor wita się z dziećmi i rodzicami i zaczyna – „idąc dzisiaj do szkoły otrzymałam od mojej mamy sms-a o treści ‘powodzenia pierwszoklasistko’, bo podobnie jak dla was dla mnie to też jest pierwszy rok w tej szkole. Za oknem świat płacze bo skończyły się wakacje jednak my dołożymy wszelkich starań aby na Waszych twarzach szybko pojawił się uśmiech i abyście dobrze czuli się w tym miejscu”.
Pointa: Jak mawiał Jerzy Lec: „nie wystarczy mówić do rzeczy, trzeba mówić do ludzi”
Radek Głowacki, 19 sierpnia 2011r.

5.08.2011

Konwencja PO – wystąpienie Donalda Tuska

ż, nie sposób przeoczyć, że Tusk wyrósł na jednego z lepszych polskich mówców. W moje ocenie, on i Andrzej Lepper zrobili największy postęp w tym względzie. Proszę, niech nie dziwi was owo zestawienie. Sugeruję, by popatrzeć na grupę polityków w następujących perspektywie: a. „jak się prezentowali na początku swojej kariery?”, oraz: b. „jak radzą sobie teraz?” (ewentualnie, względnie niedawno – tu myślę o A.L.). Obaj wymienieni wykonali duży skok. A pozostali? Cóż, można by powiedzieć, że - owi pozostali, pozostali sobie wierni (w braku rozwoju, trzymaniu się swoich dawnych sposobów). Ale wróćmy do Tuska, co widać w jego wystąpieniach? Jest wyraźna lekkość, świadomy dobór słów, dobra mowa ciała, zdecydowanie. Mówił blisko 15 minut bez kartki, w jasno wytoczonym celem. Ostatnio zaliczył też dobre wystąpienie podczas inauguracji Polskiej prezydencji w UE, zaś podczas uroczystości 70 rocznicy wybuchu II Wojny Światowej – na tle wielu polityków wschodnich i zachodnich - był wyróżniający. Ale, brak w tym wszystkim jeszcze jednego. W jego wystąpieniach nie dostrzegam rysu przywódczego. Nie ma tam zwrotów, wypowiedzi, kierunku jaki zaznacza podczas swoich wystąpień przywódca. Jak to zrobić? Cóż, to już opowieści na inny wpis, bo 100 słów przekroczone!  Marek Stączek, 5 sierpnia 2011r.

2.08.2011

Świadomość określa byt

Zdarza się, że rzeczy, z którymi się stykamy nakładają się w naszej świadomości i powstają (czasami/często - tu osiądzie sami) ciekawe obserwacje. Doświadczyłem tego w minioną sobotę. Obejrzałem kilka prezentacji na TED.com. Jak pewnie wiecie, sama platforma to pomysł Richarda S. Wurmana, który chciał w jednym miejscu zmieścić wszystkich znaczących: twórców, ludzi polityki i biznesu. Można tam znaleźć wystąpienia Al Gora, B. Gatesa – słowem gwiazdy. Płacisz 6000 za uczestnictwo i słuchasz, mówca ma tylko 18 minut.
A potem – czyli ciąg dalszy mojej soboty – czytałem Wyborczą. Trafiłem na interesujący wywiad z Olgą Lipińską, w którym padają takie oto słowa: „praca, która jest moją pasją – to przecież piekło. Wie Pan, jak brzmi tekst, który jest najczęściej słyszany w moim zawodzie? „To się nie da zrobić”. „TO SIĘ  NIE DA”.

W moje głowie coś zazgrzytało. Postaw „nic się nie da zrobić” vs wspólny mianownik  jakim mógłbym opatrzyć prezentacje z  TEDa - „We can!” (oczywiście cytując klasyka).

Ps. Za słowami „nie da się”, kryje się określony system myślowy osoby mówiącej, z systemu wyrasta kultura apatii, a ona ryje tory dla losu jednostek, grup i organizacji. Słowem – cytuj opatrznie drugiego klasyka - „świadomość określa byt”.
Marek Stączek, 1 sierpnia 2011r.

18.07.2011

Najtrudniejszy jest początek

Winston Churchill zemdlał w czasie pierwszej przemowy w Izbie Gmin. Gandhi, który był adwokatem przemawiał w sądzie  z opuszczoną głową i wzorkiem wbitym w podłogę. Jak potem mówił paraliżował go wstyd i nieśmiałość. Demostenes miał wadę wymowy.
A bliżej naszych polskich realiów… znany mi mówca, na wstępie pierwszego swojego przemówienia gdy spojrzał w notatki  i na słuchaczy powiedział: ‘to nie ma sensu’, po czym zszedł z mównicy wprawiając w  osłupienie słuchaczy. Inny mój znajmy poproszony o moderowanie spotkania grupy studenckiej zerwał z nią kontakt na parę miesięcy z powodu…  lęku i tremy. 
Co łączy tych ludzi? Wszyscy, po pierwszych niepowodzeniach w występowaniu na forum zajmują się, lub zajmowali  ‘publicznym mówieniem do ludzi’. Po drugie, niektórzy z nich przeszli do annałów retoryki. Dlaczego? To wreszcie po trzecie – wszyscy z nich uczyli się. Bo w mojej ocenie, przemawiania można się nauczyć. Tak jak każdej innej umiejętności społecznej.  Dlatego mimo wakacji zachęcam do ćwiczenia. Sytuacje nadarzają się same: toast na urodzinach, anegdota przytaczana podczas grilla, bajka opowiadana dziecku etc. Bo przecież trening czyni …. wysoką jakość naszych prezentacji.
Radek Głowacki, 18 lipca 2011r.

2.07.2011

Spróbuj to powiedzieć własnymi słowami

Prowadzimy projekt w dużym koncernie. W drugim etapie reprezentant zespołu przygotowuje prezentację innowacyjnego pomysłu jaki opracowali. Naszym zadaniem jest pomoc w przygotowaniu oryginalnej prezentacji. Z reguły pomysły jakie dostajemy to seria slajdów w PowerPiont. W tym zespole zasugerowałem opowiedzenie ciekawej historii. Zastąpienie przewidywanej prezentacji, interesującym i dobrze skrojonym monologiem. Moi rozmówcy przystali na tę ideę, zapisali pomysł i… no właśnie. Zadzwoniłem po ich wystąpieniu. Okazało się, że powrócili do slajdów. Jak myślicie – „dlaczego?”.  Odpowiedź jest dość przewidywalna –  obawa, że nie wyjdzie, brak poczucie pewności. 
Otóż, by rozpocząć mówienie nowym językiem trzeba się odważyć. Trzeba ryzyka, by wyjść z utartej i schematycznej formy. Formy, która - bądźmy uczciwi - daje mówiącemu poczucie bezpieczeństwa. Ale, nie o dobre samopoczucie mówcy tu chodzi (a może, nie tylko o dobre samopoczucie), ale o efekt wystąpienia! 
Marek Stączek 2 lipca 2011

17.06.2011

Menenius Agrippa i siła przemówienia

Temperatura w firmie osiągnęła stan wrzenia: związki zawodowe rozpoczęły burzliwą akcję protestacyjną, a na biurku szefa pojawiało się klika rezygnacji, słowem - pat i żadnych widoków na szybkie i pomyślne rozwiązanie. Nieoczekiwanie, ktoś wpadał na pomysł, by poprosić jednego z członków zarządu Meneniusa Agrippe by podjął się mediacji. Agrippa, bystry obserwator i utalentowany mówca zgodził się i przyjechał na spotkanie z załogą. Stanął przy mównicy i rozpaczał od…, no właśnie. Opowiedział historię osnutą na metaforze o tym, jak w ludzkim ciele (tak, jak w organizacji) potrzebne są różne części i jak każda z nich spełnia swoją istotną rolę. Cała historia spłynęła na słuchaczy jak magiczna opowieść. Podczas wartkiego monologu stygł wojenny zapał. Z wola gasł rewolucyjny żar i rosła chęć powrotu do poprzedniego stanu. Słowem, konsul Agrippa nakłonił lud i żołnierzy do tego, by powrócili na swoje miejsca w strukturze społecznej wiecznego miasta - Rzymu. Tak przynajmniej podaje Liwiusz, a jemu warto wierzyć.
Ps. nie należy sądzić, że było to możliwie dawnej, bo przecież pewna opowieść pod tytułem I have a dream wygłoszona była całkiem niedawno.
Marek Stączek, 17 czerwiec 2011r.

5.06.2011

Tomasz Lis i przepis na efekt, czyli: E = m + …

Co może powstać  wyniku dwóch spotkań popularnego dziennikarza z: (odsłona pierwsza) trzema  znanymi osobami (Materna, Wojewódzki, Girzyński) i pisarzem Janusz Głowackim (odsłona druga). Otóż, mając potencjalnie tak ciekawych gość i intrygujące tematy może powstać - mało interesujący i miałki program. Jak to możliwe? Jedna z odpowiedzi, która wydajemy mi się prawdopodobna jest taka, że EFEKT to suma MOTYWACJI i KOMPETENCJI (E= M+K). W tym wypadku - jak na dłoni - widać było, że motywacja prowadzącego uplasowała się na poziomie bliskim zeru. Potencjalnie, można było wiele, ale…  niewiele powstało. Wiele było w zasięgu, ale … po niewiele sięgnięto. Prawdziwość owego (prostego) wzoru można obserwować na wielu polach. 
Marek Stączek 5 czerwiec 2011

27.05.2011

Donald Tusk i technika retoryczna

Życie publiczne dostarcza ilustracji. Dziś o kolejnym sposobie na oryginalną wypowiedź. Podczas debaty dotyczącej odwołania minister Ewy Kopacz, premier Donald Tusk powiedział: Eunuch i krytyk w jednej są parafii, obaj wiedzą jak, żaden nie potrafi. Oczywiście zastosował grę słów. Na czym polega ten sposób i co dzięki niemu uzyskujemy?
Technika ta polega na wykorzystaniu podobieństwa brzmieniowego lub semantycznego zastosowanych wyrażeń. Odbiorca słysząc zdanie opartą o grę słów zmuszony jest, by na chwilę się zatrzymać i zastanowić nad sensem usłyszanej wypowiedzi. Przynaglany jest do tego by rozumieć sens podanej przed chwilą zgrabnej konstrukcji.
Dzięki grze słów – wydobywamy i dobitne podkreślamy wybrane aspekty naszej wypowiedzi czy  argumentacji, dodatkowo – i to wydaje się jednym głównych atutów tej techniki – nasza wypowiedź zyskuje na oryginalności, a jej autor postrzegany jest jako błyskotliwy mówca.
Ps. Dodać by należało, że gra słów winna być: cela (zaliczone – DT), dosadna (zaliczone – DT), smaczna (niezaliczone – DT).
Marek Stączek, 27 maj 2011

18.05.2011

O pogodzie w polityce słów parę

10 maja poseł Arłukowicza przyjął propozycję premiera Tuska dotyczącą objęcia stanowiska sekretarza stanu w Kancelarii Prezesa Rady. Na fali komentarzy wypłynęła – by tak rzec – na otwartą przestrzeń mała, drobna metafora jakiej użył pan Arłukowicz: "Donald Tusk dla mnie jest jak pogodynka. Wszyscy go lubią, nikt za bardzo nie wie dlaczego. Donald Tusk jest tego typu premierem, który tak chodzi i opowiada nam wszystkim, i tak: troszkę śnieżku dla narciarzy, troszkę wiatru dla żeglarzy, słoneczka dla wszystkich, żeby wszystkim się żyło lepiej." Poseł SLD wypowiadał się tysiące razy o rządzie, dziesiątki razy mówił o Tusku. Dlaczego więc w zbiorowej pamięci pozostała ta wypowiedź? Odpowiedź jest prosta, ale konkluzja nie akceptowalna. Odpowiedź: zastosował metaforę. Konkluzja: gdy mówisz, że w komunikacji ważna jest forma, wielu niedowierza, gdy przekonujesz, że techniki retoryczne to nie barokowe wywijasy, wielu kręci przecząco głowami. A rzeczywistość? Rzeczywistość potwierdza, że ma to sens.
Marek Stączek, 18 maj 2011

6.05.2011

Jak motywować do zmian? O roli oderwania od przeszłości, sugestia Juliusza Cezara

Gdy Juliusz Cezar ze swoimi wojskiem wylądował na terenie dzisiejszej Anglii zrobił coś, co pozwoliło mu zapewnić sobie zwycięstwo. Zatrzymał wielką armię na kredowych klifach Dover. Potem kazał im popatrzeć za siebie. 200 metrów poniżej czerwone języki ognia pochłaniały ich okazałe okręty. Nie było możliwości odwrotu. Teraz wszyscy, stojąc na ziemi wroga wiedzieli – „nie ma szans na powrót”.
Czasami, w procesie zarządzania innowacją, zmianą trzeba dobitnie pokazać, że nie ma odwrotu, że to jedyna droga. I tu jedna dystynkcja „dobitnie pokazać” nie znaczy arogancko, protekcjonalnie, bez wyczucia.

Marek Stączek, 5 maj 2011

21.04.2011

Coś co dziwi, a dziwić nie powinno …

Co wywołało moje zdziwienie? Otóż, była to sytuacja, która winna być normą, a…  nie jest, więc…  Nie był to nawet coaching, ale zwykłe, interwencyjne doradztwo. Organizacja na przestrzeni pięciu lat znacznie rozrosła się, otwierali nowy oddział. Po dobrze dopracowanym podziale i wyłączeniu nowej spółki szef,  któremu doradzałem miał przemówienie do grupy 450 pracowników.
Rozmawialiśmy o głównym przesłaniu,  wspólnie dopracowywaliśmy argumenty i przykłady. Dwa dni po tym spotkaniu  siedziałem już na sali i słuchałem. Zaskoczyły mnie dwie rzeczy. Pierwsza, w przeciągu wspomnianych dwóch dni  ów menedżer opracował zaskakujący i intrygujący wstęp – pomyślałem: „twórczy człowiek”. Drugie, z perfekcją i w detalach zastosował się do moich sugestii – pomyślałem: „ma pięćdziesiątkę, a nadal się uczy, zajdzie daleko”. Te dwie rzeczy mnie zdziwiły  choć … to powinien być chleb powszedni. Norma. Zwykła sytuacja, którą mija się bez uwagi, bez komentarza. 
Marek Stączek, 21 kwietnia 2011

Niby nic, a jednak … Jak mówca ucieka od odpowiedzialności?

Niedawno rozmawiałem z dyrektorem marketingu dużej firmy informatycznej, który próbował przekonać mnie do…  nieprawdopodobnego. Otóż, dowodził czegoś - co w mojej ocenie - jest nieprawdą. Mówił mniej więcej tak: „ja w trakcie  swoich prezentacji nie przekonuje, ja tylko przedstawiam dane i informacje”.  Ja z kolei próbowałem dowieść, że w kontakcie: „człowiek – człowiek”, „prezenter – publiczność” zawsze mamy do czynienie z informacją. Z przesyłem danych, czystych informacji - wiązką bitów - mamy do czynienia, i owszem, jednak tylko w sytuacji „komputer – komputer”. W relacji interpersonalnej zawsze występuje: definiowanie sytuacji, określenie ról, delikatny nacisk na odbiorcę – słowem: ‘oddziaływanie’. Nie ma czegoś takiego jak „tylko przekazywanie danych”.  Dobry mówca, prezenter świadomie inFORMUJE.
Marek Stączek, 15 kwietnia  2011

Dwugodzinne przemówienie bez notatek

Mahatma Gandhi otrzymał kiedyś zaproszenie od Izby Gmin angielskiego Parlamentu. Jego wystąpienie trwało ponad dwie godziny. W trakcie swojego przemówienia zdołał pozyskać nawet tych, którzy byli mu nieprzychylni.  Przez cały czas nie skorzystał z kartki (sic!). Po spotkaniu, dziennikarze zapytali osobistego sekretarza Gandhiego jak to możliwe, że ten mówił tak długo nie korzystając z notatek. M. Desai , sekretarz opowiedział: „Gandhi to samo myśli, czuje, mówi i robi. Nie potrzebuje notatek. Panowie i ja myślimy jedno, czujemy drugie, mówimy trzecie, a robimy czwarte, dlatego potrzebne są nam notatki, żeby się nie pogubić” .
Marek Stączek, 10 kwietnia 2011