Tekst: Radek Głowacki; EdisonTeam.pl
Do prezentacji prezesa Microsoftu, Steve’a Ballmera zadałem dwa pytania. Z jednym uporałem się w moim ostatnim wpisie. Dzisiaj czas na drugie: „Na co mówca może sobie pozwolić podczas wystąpienia? Ile i co może zrobić, by nie był odebranym - jak mówi porzekadło - jako pijany wśród trzeźwych?”. Nadesłane odpowiedzi zgadzały się z opiniami, jakie usłyszałem ostatnio od redaktorów naczelnych lokalnych dzienników podczas szkolenia z wystąpień publicznych. Po obejrzeniu rozbieganego prezesa zdecydowana większość była zgodna w odbiorze. Jednak pytanie o granice tego, co można, a czego nie we wstępie wystąpienia rozpoczęło bardzo ożywiona dyskusję. Podczas niej padało wiele pomysłów.
Drodzy czytelnicy, tworząc niniejszego bloga chcemy być blisko rzeczywistości a daleko od fikcji. Stąd też osoby piszące, to ludzie na co dzień zajmujący się wystąpieniami publicznymi, praktycy: Tomasz Kryński - Bayer Polska; Robert Hirt - Menedżer; Marcin Korowaj - Radny Dzielnicy Białołęka m. st. Warszawy; Anna Dąbrowska - Grupa Onet.pl; Piotr Chromiński - TZMO; Jolanta Hanc - Grupa Onet.pl; Magdalena Stankiewicz - MundiPharma Polska; Przemysław Kopyto - UCB Pharma; Dr Włodzimierz Tasak - WBST; Rafał Waśniewski - Marketing manager; Katarzyna Halicka - Wirtualna Polska; Marek Ignyś - Bayer Polska; Bogumiła Jankowska - BZ WBK; Monika Hycnar - Ekspert HR; Dr Joanna Kantor-Martynuska - SWPS, Justyna Lubach; Adam Rogala - TVN; Artur Kalicki - TVP; Anna Rajtar-Klepuszewska - Netia.
Jesteśmy przekonani, że teksty będą dla Was interesujące i inspirujące. Czytajcie, komentujcie i przesyłajcie dalej!
Marek Stączek, Radek Głowacki, EdisonTeam.pl
___________________________________________________________________________________________________________________________________
26.09.2012
20.09.2012
Prezentacja, czy autoprezentacja? Narcyzm
Tekst: Marek Stączek, EdisonTeam.pl
Właśnie wysłuchałem wywiadu ze znanym polskim ekonomistą, nazwiska nie ujawnię, bo będzie ciut za złośliwie, ale na potrzeby naszej analizy niech będzie to profesor Trójkątko.
Otóż, profesor Trójkątko wrócił właśnie z Kuby. Na początku rozmowy, dziennikarz nawiązuje do tego zdarzenia i mówi: „Dowiedziałem się, że był Pan na Kubie”. I tu wstrzymam całą akcję i podam Wam zadanie: jak można pociągnąć rozmowę dalej, odnosząc się do tego zagajenia? Ktoś mógłby powiedzieć: „Tak, rzeczywiście byłem, to bardzo piękny kraj”, lub: „Tak, byłem tam w sprawach…”, ale nie nasz narcyz. Posłuchajcie, co ów potrafi zrobić z takim prostym wprowadzeniem (cytuje z pamięci):
Właśnie wysłuchałem wywiadu ze znanym polskim ekonomistą, nazwiska nie ujawnię, bo będzie ciut za złośliwie, ale na potrzeby naszej analizy niech będzie to profesor Trójkątko.
Otóż, profesor Trójkątko wrócił właśnie z Kuby. Na początku rozmowy, dziennikarz nawiązuje do tego zdarzenia i mówi: „Dowiedziałem się, że był Pan na Kubie”. I tu wstrzymam całą akcję i podam Wam zadanie: jak można pociągnąć rozmowę dalej, odnosząc się do tego zagajenia? Ktoś mógłby powiedzieć: „Tak, rzeczywiście byłem, to bardzo piękny kraj”, lub: „Tak, byłem tam w sprawach…”, ale nie nasz narcyz. Posłuchajcie, co ów potrafi zrobić z takim prostym wprowadzeniem (cytuje z pamięci):
11.09.2012
Dwie płaszczyzny percepcji prezentera przez słuchacza
Tekst: Radek Głowacki; EdisonTeam.pl
Tydzień temu zaprezentowałem obejrzenie fragmentu prezentacji, dokładniej wstępu, prezesa Microsoftu Steve’a Ballmera. Dzisiaj, na podstawie otrzymanych odpowiedzi, prześledzę, co działo się w głowach osób oglądających to wystąpienie. Jakie procesy poznawcze, oparte na skojarzeniach i wnioskowaniu, w tym czasie miały miejsce? Z nadesłanych opinii, za które dziękuję, wyłania się interesujący i pouczający obraz. Okazuje się, że odbiorca prezentacji musi wykonać pewną pracę, na co najmniej dwóch płaszczyznach.
Tydzień temu zaprezentowałem obejrzenie fragmentu prezentacji, dokładniej wstępu, prezesa Microsoftu Steve’a Ballmera. Dzisiaj, na podstawie otrzymanych odpowiedzi, prześledzę, co działo się w głowach osób oglądających to wystąpienie. Jakie procesy poznawcze, oparte na skojarzeniach i wnioskowaniu, w tym czasie miały miejsce? Z nadesłanych opinii, za które dziękuję, wyłania się interesujący i pouczający obraz. Okazuje się, że odbiorca prezentacji musi wykonać pewną pracę, na co najmniej dwóch płaszczyznach.
6.09.2012
Nauka baletu c.d. – jak nie zrobić kroku w tył?
Tekst: Tomasz Kryński, Bayer
W moim ostatnim wpisie (http://www.stoslow.pl/2012/02/abypodzielic-sie-z-wami-moimi.html) porównałem naukę technik prezentacji do nauki baletu. Zakończyłem dość banalnym stwierdzeniem, które brzmiało: „Jednak bez względu na to jakie predyspozycje, jaki talent, jaki potencjał baletowy czy prezentacyjny ktoś posiada jest coś bez czego wysokiej formy nie da się utrzymać , to praktyka.”
Dziś rano pomyślałem sobie o zbliżającym się wielkimi krokami warsztacie, który mam poprowadzić i… przestraszyłem się. Dlaczego? Od kilku miesięcy charakter mojej pracy diametralnie się zmienił i nie mam już tak często możliwości przeprowadzenia warsztatu i wielu okazji do bycia prelegentem. Te cztery miesiące w byciu menedżerem, w stosunku do sześcioletniej kariery trenerskiejto przerwa w praktykowaniu. Oczywiście, ktoś mógłby ją nazwać chwilą, małą przerwą… a jednak. Ale w tematyce poruszanej na tym blogu to krok w tył. I przyjdzie mi się trochę napocić by wrócić do poprzedniej formy, lecz jak mawia jeden z moich kolegów „ważne są czyny odważne!”.
Podsumowując, cytat z początku mojego wywodu ani trochę nie jest banałem, to święta prawda!
W moim ostatnim wpisie (http://www.stoslow.pl/2012/02/abypodzielic-sie-z-wami-moimi.html) porównałem naukę technik prezentacji do nauki baletu. Zakończyłem dość banalnym stwierdzeniem, które brzmiało: „Jednak bez względu na to jakie predyspozycje, jaki talent, jaki potencjał baletowy czy prezentacyjny ktoś posiada jest coś bez czego wysokiej formy nie da się utrzymać , to praktyka.”
Dziś rano pomyślałem sobie o zbliżającym się wielkimi krokami warsztacie, który mam poprowadzić i… przestraszyłem się. Dlaczego? Od kilku miesięcy charakter mojej pracy diametralnie się zmienił i nie mam już tak często możliwości przeprowadzenia warsztatu i wielu okazji do bycia prelegentem. Te cztery miesiące w byciu menedżerem, w stosunku do sześcioletniej kariery trenerskiejto przerwa w praktykowaniu. Oczywiście, ktoś mógłby ją nazwać chwilą, małą przerwą… a jednak. Ale w tematyce poruszanej na tym blogu to krok w tył. I przyjdzie mi się trochę napocić by wrócić do poprzedniej formy, lecz jak mawia jeden z moich kolegów „ważne są czyny odważne!”.
Podsumowując, cytat z początku mojego wywodu ani trochę nie jest banałem, to święta prawda!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
