Nie każdy z nas jest „mistrzem ciętej riposty”, nie każdy bryluje na salonach, sypie dowcipem, jak z rękawa i potrafi wyczerpująco odpowiedzieć na najbardziej zaskakujące pytania i to tak, by „buty pospadały”. A odpowiedzieć trzeba, zwłaszcza, gdy patrzą na nas dziesiątki oczu tych, którzy przyszli dowiedzieć się czegoś nowego, czy wręcz niebanalnego. Pamiętajmy, nikt już nie czeka na standardy… Zatem… O czym warto pamiętać? Zacznę od rzeczy w mojej opinii najistotniejszych (pierwsza trójka), które nie brzmią odkrywczo, przyznaję, ale decydują – jestem tego pewna – o naszym sukcesie.
Po pierwsze: bądźmy dobrze przygotowani. Naprawdę, nie warto odkładać opracowania prezentacji na ostatnią chwilę, powtarzając w duchu „jakoś to będzie”. Czasy „jakoś” zdecydowanie minęły. Oczywiście, możemy zanudzić słuchaczy na śmierć, ale czemu to służy?:) Przygotujmy koncepcję wystąpienia, przeanalizujmy ją kilkakrotnie, podpytajmy życzliwych, czy temat i jego rozwinięcie (już w fazie przygotowań) są dla nich interesujące. Zapytajmy, co chcieliby i spodziewali usłyszeć, gdyby akurat byli na naszej prelekcji (i spróbujmy ich zaskoczyć, bo czemu nie). Znajdźmy ciekawe przykłady na poparcie stawianych tez i postarajmy wyjść poza kanon.
Po drugie: nie rozmieniajmy się na drobne (choć mamy wiele do powiedzenia), skupmy na najważniejszych elementach, zmieśćmy w wyznaczonych ramach czasowych. Po 20 minutach słuchacz z reguły traci zainteresowanie tym, co mówimy, zwłaszcza gdy przed nim jeszcze np. pół dnia wystąpień.
Po trzecie: wskazujmy źródła, by każdy z obecnych mógł do nich sięgnąć samodzielnie. Weryfikujmy dane, którymi się posługujemy. Po prostu, bądźmy pewni tego, co mówimy.
Pozostałe wskazówki już wkrótce.
Katarzyna Halicka, Kierownik Zespołu PR, Wirtualna Polska; 18 maja 2012r.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz