Drodzy czytelnicy, tworząc niniejszego bloga chcemy być blisko rzeczywistości a daleko od fikcji. Stąd też osoby piszące, to ludzie na co dzień zajmujący się wystąpieniami publicznymi, praktycy: Tomasz Kryński - Bayer Polska; Robert Hirt - Menedżer; Marcin Korowaj - Radny Dzielnicy Białołęka m. st. Warszawy; Anna Dąbrowska - Grupa Onet.pl; Piotr Chromiński - TZMO; Jolanta Hanc - Grupa Onet.pl; Magdalena Stankiewicz - MundiPharma Polska; Przemysław Kopyto - UCB Pharma; Dr Włodzimierz Tasak - WBST; Rafał Waśniewski - Marketing manager; Katarzyna Halicka - Wirtualna Polska; Marek Ignyś - Bayer Polska; Bogumiła Jankowska - BZ WBK; Monika Hycnar - Ekspert HR; Dr Joanna Kantor-Martynuska - SWPS, Justyna Lubach; Adam Rogala - TVN; Artur Kalicki - TVP; Anna Rajtar-Klepuszewska - Netia.

Jesteśmy przekonani, że teksty będą dla Was interesujące i inspirujące. Czytajcie, komentujcie i przesyłajcie dalej!
Marek Stączek, Radek Głowacki, EdisonTeam.pl
___________________________________________________________________________________________________________________________________

21.05.2012

Oczywista oczywistość, czyli do dziesięciu razy sztuka… część 2

Kończąc rozważania na temat wystąpień publicznych. Na co jeszcze warto, jak sądzę, zwrócić uwagę?
Po czwarte: pamiętajmy, że żyjemy w społeczeństwie wielozadaniowym, niecierpliwym, w dobie współoglądalności mediów i rozproszenia uwagi. Łatwiej i skuteczniej przemówić jest obrazem. Szukajmy więc zdjęć, grafik, infografik, plików wideo. Te do nas trafiają i zostają w pamięci na dłużej. „Prawie wszystko można powiedzieć za pomocą obrazu i dźwięku, prawie nic za pomocą słów.” (Robert Joseph Flaherty)

Po piąte: starajmy się nie zanudzić (arcytrudne!). Wielu prelegentów „bombarduje nas” statystykami swoich firm, chcąc potwierdzić, jak są znakomite. Z całą pewnością są, ale co z tych cyfr, wykresów, kolumn danych zostaje w nas? Z doświadczenia wiem, że niewiele, albo – proszę wybaczyć szczerość – nic (acz wiele zależy tu oczywiście od celu wystąpienia i oczekiwań zgromadzonego audytorium).
Po szóste: nie bójmy się wypowiadania własnych opinii. Pamiętajmy i o tym, że możemy, np. po burzliwej dyskusji (o ile do niej dojdzie), zmienić zdanie:) Opowiadajmy, posługujmy porównaniami, historiami z życia.

Po siódme: nie bójmy się też mówić „nie wiem, sprawdzę”. Sprawdźmy i skontaktujmy się, o ile to możliwe, z pytającym, by rozwiać jego wątpliwości.

Po ósme: wygłośmy naszą prelekcję rodzinie, znajomym, współpracownikom – jeszcze przed oficjalnym wystąpieniem. Obserwujmy reakcje, słuchajmy, co mają do powiedzenia.
 

Po dziewiąte: szanujmy naszych słuchaczy (a tego rozwijać nie trzeba).

I po dziesiąte: wierzmy w ludzi (tu: opisowo). Kiedyś, przygotowując się do ważnego wystąpienia – i drżąc przy tym, jak osika – poprosiłam doświadczonego kolegę o rady. „Mam tylko jedną. – odpowiedział – Pamiętaj, że nie ma wśród słuchaczy osoby, która czekałaby na twoje potknięcie, czy cieszyła z tego, że wypadasz z rytmu, lub stresujesz. Naprawdę, wszyscy razem – oraz każdy z osobna – kibicują ci i trzymają za ciebie kciuki.” I wierzcie Państwo, to działa!:)
Katarzyna Halicka, Kierownik Zespołu PR, Wirtualna Polska

2 komentarze:

  1. Witam Pani Katarzyno. Dziękuję za cenne spostrzeżenia i bardzo ciekawy dekalog. Mam jedną uwagę do "po czwarte".

    Obawiam się, że wielu prezenterów nadużywa obrazów i multimediów w prezentacji, tak, że przysłaniają jego postać, a czasami i sam przekaz. W wystąpieniu publicznym, moim zdaniem, to prezenter / mówca powinien stanowić centrum i przykuwać uwagę, a nie obraz w prezentacji.

    Dlatego jestem sceptyczny do obrazów, chociaż zgadzam się z cytowanym autorytetem, że obraz i dźwięk lepiej zapada w pamięć, ale najlepiej wtedy, gdy wychodzi z naszych ust :) i tu odesłał bym każdego do "po szóste" :)

    Ja mimo wszystko bardziej ufam technikom retorycznym niż obrazom... ale z pewnym wyjątkiem... Jestem bowiem gorącym zwolennikiem prostych grafik, najlepiej rysowanych samodzielnie na flipcharcie, lub przy pomocy tabletów na dużym ekranie :)

    Bez komputera wyobrażam sobie każdą prezentację, bez flipcharta tylko niektóre, a prawdziwe wyzwanie stanowi dla mnie czyste słowo.

    Pozdrawiam
    Piotr

    OdpowiedzUsuń
  2. A propos obrazu. Całkiem niedawno miałem wystąpienie na konferencji z branży IT. Konferencja dotyczyła nowych technologii, a ja mówiłem o wystąpieniach na forum. Sytuacja była taka: przed mną mówił znany bloger, po mnie znana blogerka – ja… w środku. W pewnym momencie, miałem wrażenie, że występuję jak osiemnastowieczny mówca! Ich prezentacje (głównie) opierały się na odtwarzaniu fragmentów filmów, videoblogów, ekspozycji zdjęć, etc.

    Po całym zdarzeniu nasza mnie taka oto refleksje: Pierwsza, jeżeli oni są kroplą zwiastującą strukturę oceanu, który niedługo nas zaleje, to ja i mnie podobni, niechybnie zostaniemy na mieliźnie! Druga, z historii wiemy, że wygrywają społeczeństwa, cywilizacje oparte na słowie i druku, a nie na obrazie. Ba, czytałem gdzieś analizę, w której autor dowodził, że demokracja (jako ustrój oparty na jednostce) była możliwa dzięki refleksji, jaką człowiek posiadł w wyniku czytania. Czyli, jednym słowem… nie jest tak źle ze słowem.
    Pozdrawiam
    Marek Stączek

    PS. Jednak, co w naszej sytuacji ważniejsze, nie jesteśmy skazani na dylemat: „albo – albo”. Tylko słowo, albo tylko obraz. Piotrek ma rację, wiele prezentacji jest płytkich, bo mówcy bazują na obrazkach, wykresach, a nie prezentują koncepcji. Nie wyzwalają emocji i nie elektryzują słuchacza.

    OdpowiedzUsuń