Na to, że ktoś jest, lub nie
jest postrzegany jako osoba wiarygodna składają się dwa obszary: jego
charakter oraz jego dokonania.
W pierwszym z nich (charakter)
możemy wyróżnić dwie składowe:
a.
Możliwość polegania na słowach i
deklaracjach danej osoby. Tu bierzemy tu pod uwagę spójność między tym, co dana
osoba mówi, a tym jak faktycznie jest. Czyli: czy mówi, to co myśli, a jeżeli
tak, to czy wypełnia to, o czym powiedział. I jeżeli nie zauważamy rozdźwięku
między deklaracją, a czynami, wyrażoną intencją, a faktami, to rodzi się w nas
przekonanie: „mogę mu ufać, bo … nie kłamie, robi to co powiedział”.
b.
Przekonanie o sprawiedliwym
działaniu. Za wiarygodnego uważamy człowieka, który w swoim zachowaniu kieruje
się ogólnie pojętną zasadą sprawiedliwości. Czyli, oceniając go analizujemy,
czy w swoim postępowaniu jest obiektywny. Czy nie ma ukrytych motywów? Czy nie
faworyzuje kogoś, lub czegoś? Czy jest, lub czy nie jest arbitralny w swoich
decyzjach? I jeżeli spełni on ów postulat sprawiedliwego działania, powstaje w
nas subiektywne przekonanie: „mogę mu zaufać, bo wiem czym się kieruje”.
Dwie te składowe odnoszą się do
charakteru, czy – używając innego języka - stylu działania. Obie tworzą klimat
przewidywalności w kontakcie, czytelności w relacji. Pierwsza informuje mnie: „to,
co on mówi, to też zrobi”, druga daje mi pewność „jego działania oparte
są na czytelnych przesłankach”.
Drugim obszarem, w który analizuję
czyjąś wiarygodność są jej dokonania. I podobanie jak poprzednio możemy
wyróżnić tu dwie składowe:
a.
Wiedzę i kompetencje danej osoby.
Analizujemy jej doświadczenie w dziadzinie, która nas łączy. Bierzemy pod uwagę
kwalifikacje związane z zadaniem, które ma wykonać. Gdy w tym aspekcie zostanie
pozytywnie oceniona budzi się w nas przekonanie: „mogę mu zaufać, bo się zna
na tym co robi, jest ekspertem w tej dziedzinie”.
b.
Osiągnięcia tej osoby. Oceniając
czyjąś wiarygodność zadajemy sobie pytania o dotychczasowe sukcesy. Szukamy
potwierdzenia, czy gdzieś się sprawdziła. Czy w jej działaniu widać
osiągnięcie. Czy mogę znaleźć tam nadprzeciętne wyniki. I jeżeli w tym
względzie uzyskamy potwierdzenie wtedy myślimy: „mogę mu zaufać, bo wiele
razy się sprawdził, na swoim koncie ma osiągnięcia, które świadczą o jego
skuteczności”.
Czyli, w drugim obszarze, gdzie
dokonujemy oceny wiarygodność jakieś osoby, bierzemy pod uwagę jej efektywność.
Zadajemy pytania dotyczące jej skuteczność.
Podsumują ten passus, możemy
powiedzieć, że wiarygodność rodzi się na pograniczu charakteru i kompetencji.
Jest wypadkową dwóch sił: stylu działania i skuteczności w profesji, którą ona
uprawia. W przypadku Havla możemy zauważyć, że całym sobą mówił on o filozofii,
którą wyznawał. Swoim codziennym tu i teraz zaświadczał, że to co mówi,
to o czym pisze, wynika z jego wewnętrznej postawy. Andrzej
Wajda zaraz po jego śmierci powiedział: "W przyszłości chciałbym
widzieć u władzy właśnie takich ludzi jak on. Miałbym do nich bezgraniczne
zaufanie - Havel takie zaufanie właśnie budził".
Dla Czechów, Havel był punktem
odniesienia. W swoich wystąpieniach nie bał się formułować ostrych i
konfrontujących refleksji. W jedynym z nich - skierowanym do swoich rodaków -
powiedział: "Jesteśmy chorzy, bo
przyzwyczailiśmy się co innego mówić i co innego myśleć. Nauczyliśmy się w nic
nie wierzyć, nie zauważać innych ludzi i troszczyć się wyłącznie o siebie". Zaś politykom miał odwagę postawić pytanie: "Czy
jesteśmy zdolni uchwycić moment, kiedy nie chodzi już nam o dobro kraju, dla
którego się poświęcamy, tolerując swoje przywileje, a zaczyna chodzić o
przywileje, które usprawiedliwiamy dobrem kraju?". Taki rodzaj
komunikacji może uprawiać tylko osoba uznawana za autorytet. To obszar
zarezerwowany dla ludzi wiarygodnych. Po taką retorykę mogą sięgać jedynie
ludzie, którym ufamy. W innym wypadku odbiorcy skwitują taki przekaz prostym
„spójrz w lustro i …zacznij do siebie!”. A całość naszego wysiłku złoży się w
„efekt bumerangu”.
P.S. W pierwszym wpisie, który
rozpoczynał analizę „Sekretu Havla” napisałem, że podczas jego pogrzebu, żegnał
go cały Zachodni Świat. Dziś tylko dodam i doprecyzuję. Na wszyscy pośpieszyli
z wyrażeniem kondolencji. Dyplomacja Rosyjska zrobiła to po trzech dniach, zaś
na pogrzeb (jako swojego przedstawiciela) wysłano człowieka z czwartego rzędu.
Zaś… z wyrażeniem ubolewania po śmierci Kim Dzong Ila
(zmarł dzień później) ustawili się w kolejce z numerem trzecim (zaraz po
Chinach, Korei Południowej). O tym też (chyba) warto pamiętać.
Marek Stączek, 26 stycznia 2012r.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz