
Oto i on. Let’s play! Wstrzymuję oddech, i… jestem zaskoczony własną reakcją?! W miarę upływu kolejnych minut prezentacji czuję się coraz bardziej nieswój. Nawet zaczynam niespokojnie kręcić się na krześle, chcąc pozbyć się poczucia skrępowania i zażenowania. Do tego pojawia się odczucie irytacji, która powoli narasta. Co on wyprawia? (skala irytacji od 0 do 6 – jest 2). Siłą woli zmuszam się do skupienia na zadaniu.
Pierwsze obserwacje są in minus – w kontekście niewerbalnym uderza schematyczność i powtarzalność gestów – istny wirtuoz trzech gestów zaciśniętej pieści! Do tego gestykuluje na wysokości twarzy. Plus „mantra” obrączką na palcu. „W Arabelę to ty się raczej nie zamienisz” – mruczę do siebie. Poziom irytacji – jest 3!
Coś mnie rozprasza?! To kartka papieru, którą trzyma. Wcale w nią nie patrzy, a obracając i szeleszcząc robi niepotrzebny hałas! Przyciągając uwagę do kartki, odciąga od treści. I jeszcze to -prawdziwa perełka - odkłada kartkę opuszcza ręce i… splata je w tzw. koszyczek! Poziom irytacji – jest 4,5!
Kolejne obserwacje - sposób wysławiania się, słowotok, powtarzalność wyrażeń typu: „to znaczy”, „zauważcie Państwo” - również nie nastrajają optymistycznie. Do tego sposób podania instrukcji. Tak „objawione”, że nikt nie wie, o co chodzi! Poziom irytacji - jest 6
Basta! Mam dość! I nie budzę się jak Marek ze swojego snu, lecz … wciskam na odtwarzaczu ‘stop’ i wstaję od monitora. Mam jeden wniosek - „jeszcze dużo pracy przed tobą, panie Głowacki”.
"Tak, tak, drodzy czytelnicy, tam w lustrze monitorze to niestety byłem ja…”. Odważyłem się obejrzeć parę własnych wystąpień. Wrażenia? Bezcenne.
Kiedy inne osoby udzielają nam informacji zwrotnej to zdarza się powątpiewać w ich obiektywizm, życzliwe nastawienie. Dużo prościej posądzić ich o koncentrowanie się na negatywach i krytykowanie rzeczy drobnych i błahych. Natomiast w sytuacji, gdy oglądamy siebie „na żywo”, to zastrzeżenie jest uchylone. Obraz niczego nie ukrywa, niczego nie wykrzywia. Mówi jak jest w rzeczywistości. To po pierwsze. Po drugie, doświadczeniu oglądania siebie w trudnej sytuacji społecznej, towarzyszy silny bodziec emocjonalny. Z jednej strony, jest to ciekawość: jak mówiłem? Jaka była mowa ciała? Jak wypadłem? Z drugiej strony, jest poczucie skrępowania, rosnącej irytacji na siebie samego, na błędy, jakie popełniłem. Szukając adekwatnego porównania dla tej ambiwalencji emocjonalnej przypominają mi się sytuacje, gdy będąc dzieckiem i widząc w filmie nieprzyjemną scenę, zakrywało się dłońmi twarz, jednak w taki sposób by przez palce spoglądać na ekran. 2w1 – ciekawość i lęk.
Jednak w tym całym doświadczeniu oglądania siebie samego podczas wystąpienia jest jeden ogromny pozytyw. Te wszystkie odczuwane bodźce determinują do rychłego podjęcia działań. Mając obraz przed oczyma nie jestem w stanie pozostać obojętnym. Muszę zwrócić uwagę, aby pewne elementy wyrugować, inne poprawić a jeszcze inne wzmocnić, utrwalić. Mam dużo informacji.
Dlaczego nie odnoszę się pozytywów? Ponieważ z nimi jest pewien dylemat – z jednej strony dają poczucie pewności z drugiej powodują, że człowiek „obrasta w piórka”. Miło łechcąc ego w efekcie rozleniwiają, usypiają. A wtedy o katastrofę nietrudno. Zanim, więc powiesz sobie, że „już wiesz”, że „już potrafisz” obejrzyj swoje wystąpienie i zweryfikuj jak stoisz? Co robisz rękoma? Gdzie patrzysz? Jak budujesz zdania? Czy mówisz przekonująco? Ponieważ największym wrogiem procesu doskonalenia się, jest powiedzenie do siebie samego: „ale ja to już wiem”, „ja to już potrafię”.
NO NO...moze i ja spróbuje się kiedyś nagrać...a może nawet i obejrzeć ;)
OdpowiedzUsuńps.chylę czoła przed Twoimi przemyśleniami Rabbi ;)