Drodzy czytelnicy, tworząc niniejszego bloga chcemy być blisko rzeczywistości a daleko od fikcji. Stąd też osoby piszące, to ludzie na co dzień zajmujący się wystąpieniami publicznymi, praktycy: Tomasz Kryński - Bayer Polska; Robert Hirt - Menedżer; Marcin Korowaj - Radny Dzielnicy Białołęka m. st. Warszawy; Anna Dąbrowska - Grupa Onet.pl; Piotr Chromiński - TZMO; Jolanta Hanc - Grupa Onet.pl; Magdalena Stankiewicz - MundiPharma Polska; Przemysław Kopyto - UCB Pharma; Dr Włodzimierz Tasak - WBST; Rafał Waśniewski - Marketing manager; Katarzyna Halicka - Wirtualna Polska; Marek Ignyś - Bayer Polska; Bogumiła Jankowska - BZ WBK; Monika Hycnar - Ekspert HR; Dr Joanna Kantor-Martynuska - SWPS, Justyna Lubach; Adam Rogala - TVN; Artur Kalicki - TVP; Anna Rajtar-Klepuszewska - Netia.

Jesteśmy przekonani, że teksty będą dla Was interesujące i inspirujące. Czytajcie, komentujcie i przesyłajcie dalej!
Marek Stączek, Radek Głowacki, EdisonTeam.pl
___________________________________________________________________________________________________________________________________

12.06.2013

Wódka czy martini z lodem?

Tekst: Rafał Waśniewski, Marketing manager

Być może nie genialne, ale a na pewno najbardziej zabawne ze wszystkich widzianych przemówień są te wydane przy okazji firmowych kolacji. Kiedy powietrze jest już dobrze nakarmione treścią oraz zagruntowane odpowiednią ilością płynów. Dostarczamy publiczności, z którą nie jest łatwo wygrać, przygotowany i wypracowany tekst. Tym razem miałem okazje poobserwować jak zawodzi mój kolega, chociaż tak dobrze się przygotował, według moich podpowiedzi…

Rozpoczął standardowo, od zabawnej anegdoty, zręcznie przeszedł od wyników do prognoz, podziękowań z właściwym przekazem i energią. Tylko... zgubił gdzieś po drodze swoją autentyczność mimo tego, że wierzył w to, co mówił. A gesty mówią więcej niż słowa szczególnie w „powietrzu dobrze nakarmionym”. Obserwując mojego kolegę dostrzegliśmy wyuczone i mechaniczne: „utrzymaj kontakt wzrokowy”, „rozłóż ramiona” czy „wyjdź zza mównicy” a on sam pozbawiony prawdziwego zaangażowania stracił z nami kontakt. 

Zastanawiając się nad tym „wstąpieniem” przekonałem się jak w niekorzystnym środowisku, komunikat niewerbalny poprzedza przekaz słowny. Pojawia się to chyba w momencie gdy nasz mózg odebrał emocje, ale ich jeszcze nie zwerbalizował. Czasem to widać jak na dłoni, że nasze niewymuszone ruchy ciała wyprzedzają, to czym zaraz powiemy. Tak przecież jest z przysłowiowym – uściskiem. Impuls, który skłania do objęcia drugiej osoby zanim pomyślimy, że cieszymy się na jej widok szczególnie na firmowej kolacji.   

Skoro gesty i ruchy ciała wyprzedzają nasze słowa, może warto zmienić sposób, w jaki się przygotowujemy do wystąpień publicznych? Przecież każdy z nas wie, jaką rolę gra przygotowanie i wielokrotne powtarzanie - mówca ma się nauczyć mówić i gestykulować. Czyli skoro "spontan" nie pomaga a tradycyjna nauka nie gwarantuje sukcesu oratorskiego na kolacji firmowej to co wtedy? 

Mój kolega wcale nie był spięty przecież mówił do swoich współpracowników znał ich od lat, nawiązał kontakt, wykazał zaangażowanie, słuchał widowni a jednak coś poszło nie tak.  Moim zadaniem ukrył emocje, „nie otworzył się". Może to było ryzyko, które go zblokowało - pamiętajmy, że to była firmowa kolacja nakarmiona treścią i zagruntowana odpowiednią ilością płynu.  

Ktoś kiedyś powiedział, że otwartość jest biletem wstępu do gry z widownią. Do gry z więzią której tu zabrakło. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz